niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 1

Reyna
To był naprawdę dobry dzień. Wreszcie mogłam odpocząć. Było około godziny szesnastej, ja i Hazel wracałyśmy z łaźni, żeby przygotować się na wieczorne manewry. Po wojnie z Gają, kiedy Frank został pretorem a Hazel centurionem spędzałam z nimi dużo czasu. Od zakończenia wojny jestem chyba naprawdę szczęśliwa, oba Obozy są bezpieczne, nie mam już tak dużo pracy na głowie odkąd mam Franka do pomocy, Hylla częściej mnie odwiedza. Obóz rozwija się, dobudowaliśmy mnóstwo nowych świątyń i budynki dla odwiedzających nas greckich herosów.
-Hej! Nie śpij!- Hazel szturcha mnie w bok- Musisz myśleć na manewrach!
Odpowiadam jej uśmiechem. Jedną ze zmian które wprowadziliśmy z Frankiem było to, że pretorzy nie obserwują, ale również biorą udział w manewrach. Sędziami jest specjalna, zmieniająca się za każdym razem komisja.
- Jaki miał być plan na dzisiaj?-pytam, chociaż sama go ustaliłam. Koleżanki, przyjaciółki, znajomi to dla mnie coś nowego. Przedtem byłam kompletnie sama, miałam tylko Jasona. Teraz mam wielką siódemkę i Nico...
-Pierwsza, piąta i trzecia odbijają dwudziestu jeńców, druga i czwarta bronią ich.- powiedziała z entuzjazmem Hazel- Zapowiada się naprawdę fajnie!
-Cieszę się, że się cieszysz.-mówię i nagle zauważam czarną płachtę w oknie mojego domku - Muszę już iść, do zobaczenia na manewrach!
Przyśpieszam kroku, to nasz znak. Zawsze miał przychodzić do mnie. Reszta dalej, nie za bardzo mu ufa. Mimowolnie odnotowuję, że serce bije mi szybciej. Karcę się w duchu. Plusem i jednocześnie minusem, bycia retorem jest własne mieszkanie na rynku. Dom z atrium, fontanną, sypialnią, łazienką, kuchnią, salonikiem, biblioteką i gabinetem. Wszystko w pięknym włoskim stylu. Super, serio, ale...chcąc, nie chcąc jesteś odseparowany od reszty. Tak dawno nie rozmawiałam z przypadkowymi ludźmi w kolejce do łazienki, kiedyś, w trzeciej kohorcie...to były czasy. Muszę powiedzieć, że czasem za nimi tęsknię. Wpadłam do domu, koło fontanny, czytając książkę siedział Nico. Miał na sobie rzymską koszulkę i prawie cały rynsztunek ćwiczebny na manewry. Był całkowicie pogrążony w lekturze, ciemne włosy opadały mu na czoło. Ciemne oczy szybko sunęły po kartach książki.
- Nico, hej! Co ty tutaj robisz?- zapytałam
- Każdego, kto cię odwiedza pytasz się "co tu robisz?"?- odpowiedział pytaniem i uśmiechnął się lekko. Wstał i podał mi rękę. Nie lubiłam się z nim witać. To było takie dziwne...myślę, że po tym co razem przeżyliśmy jesteśmy przyjaciółmi, ale miałam dziwny opór do uściskania go na powitanie. -Wpadłem odwiedzić Hazel, Ciebie, Franka. Podobno macie mieć dzisiaj gry wojenne. Co tym razem?
-Odbijanie jeńców. 1,3 i 5 odbija dwudziestkę więźniów. 2 i 4 broni. Przyłączysz się?-zapytałam
- Nie, w zbroje się ubrałem bo mi zimno.- odparł Nico - Oczywiście, że tak! Hazel nie potrzebuje dodatkowych ludzi?
- Piąta? Zawsze.-odparłam i wstałam, żeby przygotować się na manewry. Uczesałam swoje czarne włosy w kłosa. Załorzyłam swoją fioletową koszulkę, wytarte ciemno-zielone spodnie i pełną ćwiczebną zbroje. Na stopy wciągnęłam swoje ukochane trepy. Wyczyściłam swój gladius i ruszyłam z powrotem do Nica. Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem
- Zapnij mocniej hełm, spadnie ci na manewrach.- Nico wyciągnął rękę, żeby mi go poprawić, ale go uprzedziłam.- Ciągle krzywo, ale już niech ci będzie...
Obróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam w kierunku pola Marsowego. Nico szedł koło mnie i opowiadał co się zmieniło u Greków.
-Musicie zobaczyć mój domek. Wreszcie nie wygląda jakbym był wampirem...Ludzie! Jak się tylko dowiem, kto był architektem wyssę mu krew!
Na plac dotarliśmy parę minut przed czasem. Hazel podeszła do mnie i Nica i wręczyła mi nazwiska wszystkich z 1,3 i 5 kohorty, żebym mogła wylosować jeńców. Nico szybko przedarł jedną z nich na pół i dopisał siebie. Kiedy wszyscy się zebrali i ustawili w szeregach zamieszałam w miseczce i wylosowałam 20 nazwisk, w tym Nica. Broniące kohorty związały im nadgarstki i zaczęli ciągnąć w stronę bazy. Nico odwrócił się i odchodząc szepnął do mnie i Hazel: "Odbijcie mnie, wieżę w was" i mrugnął porozumiewawczo.
Nico
Manewry miały się zaraz rozpocząć. Na północnym boku pola Marsowego mieli bazę "czerwoni"(2 i 4 kohorta), których głównym przywódcą był Frank.  Na polu stały różne obiekty szopy, skały, drzewa, mnóstwo drzew. Z pola zrobił się taki mini lasek, myślę, że była to sprawa dzieci Demeter. Wróć. Ceres, za dużo tych nazw. Wprowadzono mnie razem z 19 innymi obozowiczami to ciasnej, ciemnej wieży ich bazy. Kiedy zaryglowali drzwi po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. Może to dziwne jak na syna Hadesa, ale zacząłem się bać ciemności. No może nie bać, ale Tartar, niewola u gigantów. Inaczej: nie cierpiałem być zamykany w ciasnych, ciemnych pomieszczeniach. Odruchowo sięgnąłem by dotknąć miecza. Nie było go, zabrali nam broń, żebyśmy nie oszukiwali. Z oddali dobiegł dźwięk rogu, zaczęło się. Byłem pewien, że Reyna i Hazel wygrają. Były świetnymi dowódcami. Zacząłem kręcić swoim pierścieniem. Było ciemno, z zza ścian dochodziły rozmowy, śmiechy, krzyki i szczęki metalu. Dla niektórych bierne spędzenie manewrów byłoby świetne, ale nie dla nas-herosów. ADHD znacznie utrudnia bycie biernym w czymkolwiek, a już szczególnie w rzymskich grach wojennych!  Było ciemno, cicho i ciasno a my czekaliśmy.
Reyna
Razem z moim dziesięcioosobowym oddziałem ruszyłam w kierunku bazy "czerwonych". Szliśmy skradając się i przemykając od drzewa do drzewa i omijając wilcze doły i pułapki.
-"Naprawdę się postarali"-pomyślałam
Po chwili las wypełnił tupot stóp i wrzask. Zaczęło się, musieli zauważyć jeden z oddziałów. Róg nie zabrzmiał- nie potrzebowali pomocy. Kusiło mnie, żeby im pomóc, ale doświadczenie nauczyło mnie, że czasem lepiej nie interweniować. Trzeba zaufać swoim ludziom, pozwolić im się wykazać. Odgłosy walki dochodziły z prawej. Początkowo właśnie tamtędy chciałam iść. Musiałam szybko zmienić plany, szybko i cicho. Spojrzałam w górę, nie wiem, czy ktoś chciał, abyśmy przechodzili z drzewa na drzewo, ale były ku temu idealne warunki. "Ludzie nigdy nie patrzą w górę"-przypomniałam sobie mądre słowa. Z góry zobaczyłam, że moi ludzie rozgromili odział "czerwonych". Małe odziały obu drużyn krążyły po lesie. Wytyczyłam wzrokiem bezpieczną ścieżkę między drzewami prowadzącą za obwarowania. Zajdziemy ich od tyłu.
______________________________________
Hej :)
Przepraszam, że tak się debilnie kończy, ale nie chciałam go wydłużać


3 komentarze:

  1. O matko pierwszy polski blog o reynico jestem wniebowzięta a zapowiada się jeszcze lepiej oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Bogowie! Świetne! Jeżeli masz czas to zapraszam do mnie! herosi-i-czarodzieje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń